|
[ *** ] nie budowałeś po to by zburzyć a jednak wszystko się zawaliło nie mówiłeś po to by ranić ale wiele osób płakało nie chciałeś być czarną owcą ale się nią stałeś pragnąłeś czegoś innego i nigdy tego nie osiągnąłeś nie miałeś żadnych pretensji inni je tobie wmawiali nie bolało cię wcale ale wszyscy widzieli tylko jak płaczesz nie zbudowałeś tego co chciałeś zbudowałeś za to coś... czego się zawsze bałeś [ na gapę ] słońce pluje na ciebie ciepłą śliną cały mokry patrzysz na kiosk chcesz kupić coś co poprawi ci samopoczucie jakiś drobiazg zlepiony stalowymi dłońmi gdzieś na kolejnym końcu kraju tylko nie bilet zawsze je targają gestem esesmana tacy dziwni ludzie drobnostkę która coś przypomina może zeszłe wakacje... od przystanku do przystanku w każdym kiosku szukasz podobnych wspomnień czasami widzisz je na ławkach lub pod sklepem ale tych się nie kupuje jeszcze nie... za prostą ostatni przystanek pamiętasz kiedy jeszcze nie pisałeś? kiedy wydawało ci się że słowa są za głośne rozdzierające cierpliwie zmontowana kabina kiedy nie umiałeś powiedzieć - proszę... za oknem już morze szum i mewy jak to daleko... dalej niż mogłeś sobie wyobrazić jak to już blisko... nie słyszysz matki, ojca nikt nie sprawdzał... [ wymyślanie ] takie gadanie po zmroku gwiazdy jedynie i księżyc widzą jak kłamiesz nad ranem odetchniesz ale teraz... wymyślasz oby więcej i ciekawiej tak żeby cię nie rozumiała wcale od kiwania głową już się świat w morze wzburzone zamienił piorunów jedynie brak do tego wszystkiego ale te można zastąpić impulsami elektrycznymi które się gdzieś w głowach obijają papierosów już brakuje ileż można gadać? zbyszek radwanski |
|