
|
[ Jak opowiadałem płomieniowi ]
Zapaliłem na cmentarzu świeczkę
Powiedziałem płomieniowi jak bardzo tęsknię
Każdego dnia
Kiedy jestem sam wśród wielu
Opowiedziałem mu historię
O młodym człowieku który stał pod drzwiami...
O tym
Jak zimny wiatr smagał go nieustannie po twarzy
A jesienny deszcz zmoczył mu całe ubranie
Opowiedziałem jak ktoś się nim zainteresował
I zawołał go do siebie
Jak niechętnie wkraczał w niechciane progi...
Zaciekawiony i trochę przestraszony
Nowymi ścieżkami o których nie widział...
Opowiedziałem mu o tym jak się zakochał
Jak zaczął czuć potrzebę
Aby dawać z siebie jak najwięcej
Jak się rozpłomienił i rozjaśniał w środku
Jak zaczął się cieszyć z każdej chwili
Jak zaczął dumnie trwać......
I gdy chciałem opowiadać jeszcze
Powiał mocniejszy wiatr...
[ samotność ]
Szept pustej szklanki
Na zakurzonym stole
Nie podlane kwiaty które wołają...
Półmrok
Jedna świeczka na cały pokój
Tak tu cicho i spokojnie
Przez zamknięte drzwi nie przedziera się
Żaden dźwięk
To takie małe państwo
To taka wspaniała planeta
Gotowa przyjąć każdego emigranta
Każde jego słowo
Każdą myśl...
Na koniec spokojny sen
Przytul mnie w nim...
[ Zapominanie jak kromka chleba ]
Z samego rana
W pośpiechu
Bilet kupiony w kiosku
Ciężka jazda
Wśród drzew na codzień szarych
Wśród ludzi na codzień obcych
Niespokojna świadomość przemijania
Jak zawsze uśmiechnięta
Tylko milczenie... podpowiada
[ Bez tytułu ]
Uśmiech
Przez zamglone oczy
Przez rumieniec
Jak szum fal
Na plaży
Objętych światłem księżyca
Jak biegnące przez pastwisko
Dzikie konie
Modlące się do wschodu i zachodu
Slońca
Malowana błękitnym odcieniem
Wolności
Łza
Jakby radosna
Dyktujący rytm serca
Melodia spłodzona z niepewności
Dotyk wilgotnych dłoni
Nakarmiony człowiek
Widzi jak bardzo był głodny
Głodny myśli że jest najedzony...
Szczęśliwy jest ponad wszystkim
Jak piłeczka
Przez cały czas wspinająca się w górę
Po strumieniach fontanny...
W górę, w górę...
text zbyszek radwanski 28.08.2001
foto maciej wójcik
|
|
|
 |